Klęczący żołnierz wyciąga z ziemi minę podczas ćwiczeń wojskowych, w tle druty kolczaste i las.

Miny przeciwpiechotne w polskich lasach: przestarzała broń grożąca katastrofą humanitarną

Długotrwałe niebezpieczeństwo dla okolicznych mieszkańców i środowiska oraz milionowe straty dla gospodarki – to największe ryzyka związane z zaminowaniem terenu, do którego może prowadzić wypowiedzenie Konwencji ottawskiej. Polska przestanie być jej stroną już 20 lutego i zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Obrony Narodowej, wkrótce ruszy produkcja, użycie i dystrybucja min przeciwpiechotnych. Ta niebezpieczna broń, trafi m.in. na Podlasie.

Powrót min przeciwpiechotnych do Polski

Miny przeciwpiechotne są bronią aktywowaną przez ofiarę. Podobnie jak broń biologiczna, chemiczna czy nuklearna, nie rozróżniają żołnierza od osoby cywilnej, dziecka od dorosłego ani czasu wojny od pokoju. Pozostają aktywne przez dekady, długo po zakończeniu konfliktu zbrojnego, zamieniając całe obszary w trwałe strefy śmierci.

Za produkcję mają odpowiadać dwie spółki sektora zbrojeniowego: Bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne „Belma” S.A. (należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej) oraz Niewiadów Polska Grupa Militarna S.A. Miny mogą zostać wykorzystane na granicach polsko-białoruskiej oraz polsko-rosyjskiej. Nadmiar ma zostać sprzedany Ukrainie oraz państwom bałtyckim.  

Niebezpieczeństwo dla ludzi

Nie da się odpowiedzialnie używać min. Statystyki są przytłaczające: 85% ofiar min to osoby cywilne, a 40% to dzieci. Oznakowanie i ogrodzenia pól minowych często okazują się nieskuteczne, zwłaszcza w warunkach ekonomicznej konieczności, klęsk naturalnych czy kryzysów humanitarnych. Ponadto miny przemieszczają się pod wpływem powodzi, osuwisk i suszy, co utrudnia ich dokładną lokalizację, szczególnie na terenach bagiennych takich jak Podlasie.

– Jako obywatelka Polski w pełni rozumiem potrzebę wzmocnienia obronności, szczególnie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Ale sięganie po miny przeciwpiechotne to krok w złym kierunku – moralnie, strategicznie i reputacyjnie – wyjaśnia Kasia Derlicka-Rosenbauer, wicedyrektor Międzynarodowej Kampanii na rzecz Zakazu Min Przeciwpiechotnych (ICBL).  

Miny zamieniają pola uprawne w śmiertelne pułapki, pastwiska w pustkowia, a dzieciństwo – w niepełnosprawność. Ich okrucieństwo jest ciche, ukryte i długotrwałe.

Kasia Derlicka-Rosenbauer, wicedyrektorka ICBL

Miny produkowane przez spółkę Belma będą wykorzystywały technologię znaną od lat 90. Wielokrotnie udowodniono, że mechanizmy, które mają prowadzić do samoneutralizacji, czyli zdalnego oczyszczenia zaminowanego terenu po zakończeniu konfliktu, notorycznie zawodzą. Powoduje to konieczność usuwania min ręcznie oraz zwiększa ryzyko pojawienia się przypadkowych ofiar.  

Zagrożenie dla środowiska

Ucierpi także środowisko naturalne, z którego mieszkańcy Podlasia, Warmii i Mazur oraz Lubelszczyzny są najbardziej dumni. Puszcza Białowieska, płuca Polski, stanie się terenem wykluczonym. Miny stanowią bezpośrednie zagrożenie dla gatunków chronionych i dzikich zwierząt – m.in. żubra, wilka, rysia, łosia, jelenia, sarny i dzika – oraz prowadzą do długotrwałej fragmentacji i degradacji ekosystemów.  

Straty dla gospodarki

Mieszkańcy terenów, które zostaną zaminowane, stracą źródła dochodu – użycie min wykluczy swobodne rolnictwo, leśnictwo i turystykę. Okolica będzie zagrożona zapaścią ekonomiczną.   

Ponadto rozminowywanie należy do najbardziej kosztownych, długotrwałych i niebezpiecznych operacji powojennych. Doświadczenia takich krajów jak Bośnia i Hercegowina czy Chorwacja pokazują, że skutki zaminowania przez dziesięciolecia po zakończeniu konfliktu mogą ograniczać bezpieczeństwo ludności, użytkowanie gruntów oraz rozwój społeczno-gospodarczy państwa. 

Koszt usunięcia jednej miny jest wielokrotnie wyższy niż koszt jej produkcji i obejmuje nie tylko samą operację saperską, lecz także długofalowe wydatki na zabezpieczenie terenu, oznakowanie, monitoring, programy edukacji w zakresie zagrożeń minowych, opiekę nad ofiarami oraz utracone korzyści gospodarcze.

Miny największe zagrożenie stanowią dla ludzi – Polek i Polaków, których rząd zadecydował o zaminowaniu własnego terytorium.

Anna Błaszczak-Banasiak,dyrektorka Amnesty International Polska

Wizerunek Polski

Użycie oraz produkcja min osłabią także pozycję kraju w NATO. Polska stanie się niewiarygodnym i nieobliczalnym partnerem, co spowoduje realny spadek skuteczności gwarancji bezpieczeństwa Polek i Polaków.  

 – Decyzja o wypowiedzeniu Konwencji ottawskiej była argumentowana koniecznością zwiększenia ochrony na naszej wschodniej granicy. Doświadczenia z Ukrainy pokazują, że miny nie wpływają na decyzje operacyjne ani polityczne Rosji. Największe zagrożenie stanowią dla ludzi – Polek i Polaków, których rząd zadecydował o zaminowaniu własnego terytorium – mówi dyrektorka Amnesty International Polska Anna Błaszczak-Banasiak.

Przeczytaj – w skrócie o skutkach powrotu min do Polski: